Mamo uszyjesz mi ślimaka?

Moje dzieci uwielbiają małe stworzenia (Tata musi jedynie ganiać za pająkami, czy osami, bo za nimi dzieci nie przepadają, za to wszędzie je wypatrzą ;)), każda dżdżownica czy gąsienica musi być dokładnie obejrzana, a najchętniej zaadoptowana brrrrrrrr.

Kasia upodobała sobie szczególnie ślimaki! (obecnie mamy dwa udomowione w słoiku :D).
Któregoś zimowego dnia (kiedy na zewnątrz nie było już żadnych ślimaków, a w naszym domu także żaden jeszcze nie mieszkał :) ) padło z jej ust to pytanie: "Mamo uszyjesz mi ślimaka"? (oczy kota ze Shreka to pikuś w porównaniu z "Kasiowymi" w tamtym momencie), więc kiedy dzieci zasnęły usiadłam do maszyny i uszyłam ;)



Kiedy rano Kasia dostała swojego ślimaka dopadły mnie jeszcze dwie pary oczu, z których można było wyczytać "a dla mnie???? uszyjesz????" (tak to już u nas jest, że zazwyczaj wszystko musi być razy trzy ;) ). Krzyś jeszcze tylko dorzucił "tylko dla mnie takiego wyścigowego!" - hehehe no a jakże ;)

Tosia i Krzyś musieli na swoje ślimaki czekać kilka miesięcy, aż uruchomiłam swoją pracownię w nowym domu - czekali cierpliwie, a teraz śpią wtuleni w te swoje ślimaki, a ja za każdym razem się rozczulam jak tak na nich patrzę śpiących (W sumie to ja zawsze się rozczulam jak patrzę na te moje trzy śpiące skarby, ale kiedy przez sen ściskają uszyte przeze mnie przytulanki - jestem totalnie rozłożona na łopatki ;) ).


Ślimak Antosi:


No i "wyścigowy" ślimak - może nie jest to Turbo Fast (rodzice małych chłopaków z pewnością wiedzą "o kogo" chodzi ;) ), ale dla Krzysia jest wystarczająco "wyścigowy" i "chłopakowy" ;)



Miłej soboty!


2 komentarze: